skoki, cyferki…

– umarł ojciec tego księdza, ten, co ci mówiłam, że miał udar. tak nagle.

– może drugi udar? jak to było?

– nie wiem dokładnie. ksiądz tylko na fejsie umieścił informację.

– a ksiądz tam był?

– pewnie tak, u rodziny mówił, że był. mówił, że tato Małysza oglądał, znaczy – skoki oglądał. i umarł.

– Małysza, hehe. raczej Stocha, Kubackiego…

– e, to nie to samo. od Małysza się zaczęło oglądanie skoków…

– Fijas skakał.

– i kto go oglądał?

– ja. i ojciec.

– twój tato całą telewizję ogląda.

– no fakt.

– a ty nawet nie potrzebujesz skoczków, tylko te cyferki na Onet sport.

– wiesz jakie emocje? czy czwórka będzie, czy piątka… fascynujące, teraz Stoch dostał na przykład 18 punktów za styl od jednego sędziego. a od drugiego 17,5. ale skrajne wyrzucili…

– tobie cyferki za wszystkie skoki i cały sport wystarczą.

– no pewnie, sportowcy nie muszą się przynajmniej męczyć…

rodzina, znajomi

oglądam wnętrze swojego rachunku bieżącego, bo z powodu przerw w dostawie internetu nie udało mi się z sukcesem zapłacić opłaty dodatkowej, którą mnie uszczęśliwił kontroler nr 1101 pod krakowskim sądem, pamiętnego dnia pogrzebu sądownictwa. zauważam, że mam tam podejrzanie wiele „propozycji płatności”…
popatrz, mam tu taką pozycję „nadchodzące płatności”… faktura PGNiG, ok, przypominają mi… ale chwila, dlaczego mam tu Miejską Infrastrukturę? dlaczego w „propozycjach płatności” mam Sąd Rejonowy w Hajnówce…?! to “propozycja płatności”?!
pan S odrywa się na moment od swoich poszukiwań genealogicznych –
wiesz, normalni ludzie płacą regularnie za prąd, gaz, czynsz… ty masz jeszcze inne, regularne wydatki. to może ustaw sobie jakieś stałe zlecenie? na te wszystkie mandaty i opłaty sądowe.
– mama lubi aktywnie wspierać Policję… – wtrąca Szu.
. .
zastanawiamy się nad możliwością napisania turystycznego projektu transgranicznego dla harcerzy. żeby znaleźć w górach takie dzikie przejścia jakieś, harcerze to przecież lubią.
Szu słucha kątem ucha. na wysokości rozważań o technicznej stronie przejścia przez granicę i o szałasie, w którym w kucki nad ogniskiem siedzi dwóch pograniczników:
– ee, dla mojego szczepu ten pomysł się nie nada.
– dlaczego?
– bo mój szczep musi ładować power banki.
– …?
– i mieć dostęp do Snapa…
. .

20

20 przykazań Janusza Korczaka dla rodziców.

. .

1) Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.

2) Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

3) Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

4) Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.

5) Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

6) Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

7) Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

8) Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga !

9) Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.

10) Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.

11) Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

12) Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

13) Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

14) Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.

15) Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

16) Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

17) Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

18) Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

19) Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

20) Nie bój się miłości. Nigdy.

Stonesi

lecę na koncert Rolling Stonesów w Barcelonie. dlatego, że są starzy i dlatego, że Miguel bardzo nalegał.

lotnisko we Frankfurcie. siedzą ludzie i uprawiają leisure: palą papierosy, grają w gry, jedzą jedzenie, siedzą. w telewizji bezgłośnie przemawia premier Francji. po ruchomych taśmach długich korytarzy jeżdżą walizki i podróżni. wszystko jest stalowe, błyszczące i czyste. gracze cały czas grają. 
 
.
na dole uczesane, wąskie pola. 
na dole, kilka kilometrów dalej, Rosjanie spuszczają bomby na siedzących przy stole ludzi, na idących po ulicy ludzi, na pracujacych w pracy ludzi. leisure.
 
.
w Afryce umarło kolejnych kilkaset dzieci z powodu niedożywienia i chorób związanych z głodem. urodziło się kolejnych kilkaset niedożywionych dzieci, które niedługo umrą, albo, jeśli jednak nie umrą i jeśli to dziewczynki, zostaną wydane za mąż za dorosłego mężczyznę, który zapłaci rodzicom równowartość jedzenia na parę dni. to też kilka godzin lotu stąd, z miejsca, gdzie ziemię widać z nieba, tak jasno jest oświetlona. 
 

mija kolejnych parę minut. umierają z głodu kolejne dzieci, pięcioro na sekundę.

 
nie ma żadnego znaczenia, że jadę na koncert Stonesów. gdyby Stonesi nie dali tego koncertu – to też nie miałoby żadnego znaczenia. lądujemy.
 

1 sierpnia

1 sierpnia 1944, Warszawa. o godzinie 17 rozpoczyna się największa akcja zbrojna podziemia antyfaszystowskiego w czasie II wojny światowej w Europie. do walki przystępuje 600 plutonów AK, około 40 tysięcy żołnierzy i żołnierek. walka ma trwać kilka dni, trwa dwa miesiące. ma smak dumy i nadziei. potem jeszcze głodu i krwi. 
. . 

1 sierpnia 2017, Kraków, godz. 17, ulica Grodzka. syreny. ludzie przystają, pojedynczo, w grupkach. I stoją bez ruchu, w dziwnych konfiguracjach. staję na środku ulicy, mam gęsią skórkę, jest teraz inny pierwszy sierpnia, tamten, a ja wiem, co było dalej. obok przechodzi para z dziewczynką. mała podnosi głowę i patrzy pytająco na rodziców. “to dlatego, że… jak państwo powstało, rocznica chyba.” – odpowiada ojciec. “państwo, czyli Warszawa, tak?” dopytuje dziecko. “tak, chyba tak.” – odpowiada matka.
. . 

1 sierpnia 2017, Kraków, godz. 17.15, ulica Grodzka. syreny, policja. polskie flagi z napisem “Polska”, polskie flagi bez napisu. grupa około stu osób żwawo zmierza w stronę Wawelu, w asyście policjantów. ubrany na czarno młody człowiek skanduje, charcząc do mikrofonu: “raz sier-pem, raz mło-tem, czer-wo-ną, ho-ło-tę!”. tłum maszerujących podejmuje hasło, echo “hołoty” niesie się szeroko po ulicy, odbija od fasad. na placu Marii Magdaleny turyści siedzą na plecakach, bo skwar nie pozwala się ruszyć, dzieci, zamiast jeździć, trzymają deskorolki pod pachą. wszyscy nieruchomym wzrokiem patrzą na marsz. wodzirej nadaje knajackim głosem: “śmierć wro-gom oj-czy-znyyy!” “śmierć wro-gom oj-czy-znyyy!” “jed-na Pol-ska, ka-to-lic-ka!” – ryczy tłum przechodząc pod budynkiem kościoła ewangelicko-reformowanego. 

czoło pochodu dociera do Plant i skręca w prawo, w stronę murów Wawelu. na ławeczce, miło się chiloutując o otoczeniu butelek o różnym stopniu opróżnienia, siedzi grupa mężczyzn o wyraźnie sceptycznym stosunku do stomatologa. jeden mężczyzna stoi, choć z trudem. przez chwilę nasłuchuje. 

– chto to? chto to? szszy to nasi?– dopytują koledzy. 
– oooszwiśś-sie-e, że nasi – odpowiada zwiadowca. bije się pięścią w chudą pierś i szeroko uśmiecha, czkając. 

kolumna z flagami i banerem z orłem jagiellońskim oraz rodłem przechodzi koło posągu Światowida – “jed-na Pol-ska, ka-to-lic-ka!” – i powoli się oddala.

dowód rzeczowy

można wróżyć sobie z fusów, można z urzędowych pism, co kto woli. ja wybieram pisma z prokuratury.

odebrałam dzisiaj (20.06) pismo nadane 8.06, w którym Prokuratura Rejonowa dla Nowej Huty informuje mnie, że dwa tygodnie temu mieli dla mnie dowód rzeczowy w postaci “ortalionowej torby koloru fioletowego.” no i gdybym tam była, te dwa tygodnie temu, to by mi ją oddali. a tak to ją, bidulkę, zlikwidują.

siedemnaście lat temu znalazłam znajomemu Hiszpanowi mieszkanie w Hucie, na jakimś parterze, niedaleko parku, bo chciał się zatrzymać jakiś czas w Krakowie. już w trzecim dniu pobytu ktoś włamał mu się przez balkon. żadnych strat w stanie swoich włości znajomy nie stwierdził, ale zgłosiliśmy sprawę na policję, bo włamywacze rozbili szybę. kilka dni po włamaniu zadzwoniła do mnie policja i zaczęła przekonywać, że z pewnością wiem, co się teraz dzieje z “torbą ortalionową koloru fioletowego” , bo skoro kiedyś w życiu miałam taką, a z pewnością miałam, to teraz powinnam wiedzieć. bo jak mogę nie. po kilku godzinach intensywnej pracy umysłowej wspomaganej wspomagaczami doszliśmy ze znajomym Hiszpanem do wniosku, że pewnie miał wśród swoich rzeczy jakąś fioletową torbę, ale tego nie pamięta. torbę mogli najpierw porwać a potem zgubić, uciekając, włamywacze. torbę, co bardzo prawdopodobne, pożyczył na przykład temu mojemu znajomemu nasz wspólny przyjaciel, też Hiszpan, mieszkający w Krakowie, który z jakiegoś bliżej nieznanego nam powodu zdecydował napisać na niej moje nazwisko i adres, bo je akurat znał i akurat chciał napisać coś na jakiejś torbie. wspomagani wspomagaczami wymyśliliśmy jeszcze kilka możliwości, ale ta wydała nam się jedyną na tyle znośną, żeby podzielić się nią z policją i pozostać na wolności… niestety, wszystkie nasze supozycje musiały pozostać w sferze domysłów, bo policja torby okazać nam nie chciała. nie i nie. w ramach odwetu nie powiedzieliśmy im zatem nic o wspólnym przyjacielu i jego przypuszczalnym pociągu do artykułów piśmienniczych oraz fioletowych toreb ortalionowych…

. .

dzisiaj spędziłam dwie godziny w urzędzie pocztowym, a właściwie w dwóch różnych, podążając tropem “ortalionowej torby koloru fioletowego”, aby, ewentualnie, “zgłosić się z dowodem tożsamości” po odbiór dowodu rzeczowego i wreszcie poznać fioletową torbę osobiście. tymczasem:

a) znajomy Hiszpan, do którego się włamano w Hucie siedemnaście lat temu, od pięciu lat nie żyje;
b) przypuszczalny właściciel torby nie mieszka od piętnastu lat w Polsce;
c) ja od dziesięciu lat noszę nazwisko inne, niż to na wezwaniu; inne nazwisko nosi też mój dowód tożsamości…
d) jedynym stałym punktem w tym zmiennym świecie jest mój adres: faktycznie, mieszkam w tym samym miejscu od kilku dekad.

. .

że młyny sprawiedliwości mielą wolno, o tym już słyszałam, ale żeby miały tyle piasku w łożyskach, to jednak nowość…

. .

a wróżba? to jasne jak słońce: najwyższy czas na przeprowadzkę.

dirt contest, 70 lat po

pojechaliśmy do Przemyśla na 70. rocznicę akcji “Wisła”. właściwie na ostatki obchodów, te niedzielne.

doświadczenie jak chodzenie boso po tłuczonym szkle. ból i zgrzyt.

w cerkwi prawosławnej usłyszałam, że na dworze króla Kazimierza nie kto inny a Ukrainiec był sekretarzem, a dokumenty pisano wówczas po łacinie i rusku, bo to “my kulturę i język im przynieśliśmy” i jeszcze, że “te ziemie są odwiecznie nasze” i że w szkołach tylko kłamstw historycznych uczą. była też mowa o ofiarach akcji “Wisła” i o łzach kobiet.

na błoniach nad Sanem jeden pan bardzo chciał się do nas przyłączyć, bo był sam jeden a w kupie zawsze raźniej. my nie byliśmy kupą od niego, ale trudno to było stwierdzić na pierwszy rzut oka, bo mieliśmy ze sobą polskie flagi. on z kolei był z transparentem, na którym pracowicie nadrukował zawsze dyżurną w rozmowach o akcji “Wisła” kontrpropozycję dotyczącą 200 tysięcy polskich ofiar rzezi wołyńskiej.

na portalu miasta Przemyśl nie ma ani słowa o obchodach rocznicowych, natomiast jest sporo o “dirt contest”, czyli zawodach rowerowych obchodzonych hucznie i w centrum miasta, w przeciwieństwie do rocznicy akcji “Wisła”.

Łemkowie obchodzą swoją smutną rocznicę w Gorlicach. takie votum separatum, którego wciąż nikt nie słyszy.

. .

przepychanki interpretacyjne akcji “Wisła” trwają od 70-ciu lat. i wciąż, rok w rok, sprowadzają się do tego samego. a przecież jesteśmy tylko spadkobiercami tej wiedzy, tej historii i tej pamięci, z zerowymi możliwościami wpłynięcia na przeszłość, za to pełnią możliwości wyciągnięcia wniosków.

całą dyskusję można sprowadzić do uniwersalnego, bo obecnego w każdym miejscu świata i w każdym czasie pytania, czy koszmar ludności cywilnej to słuszna kara za opowiedzenie się po tej czy innej stronie wojny i po tej czy innej stronie granicy, czy może niesłuszna. oraz czy lepiej zastosować narzędzia nieprecyzyjne, za to łatwe w użyciu i dające szybkie i radykalne efekty, czy raczej narzędzia precyzyjne i metody oszczędzające, ale mniej spektakularne i, że użyję terminologii onkologicznej, pozostawiające niebezpieczeństwo wznowy.

tak, podziemie ukraińskie dłużej by trwało bez tych przesiedleń, bo jeść trzeba, nie samym strzelaniem człowiek żyje.

nie, ludność cywilna nie ma żadnego pola manewru, kiedy partyzanci wychodzą z lasu i czynią rekwizycje i konfiskaty.