gruźlica – rozmowy niedyplomatyczne

trzy lata temu założyliśmy fundację humanitarną, co miało przynieść efekt porządkujący dla naszych działań doraźnych w obozach dla uchodźców w Grecji.  faktycznie, przyniosło: całkiem przestaliśmy się zajmować uchodźcami a zaczęliśmy ukraińskimi uczniami, ukraińskimi służbami ratowniczymi, ukraińskimi cmentarzami, ukraińskimi staruszkami o polskich korzeniach, ukraińskimi żołnierzami, ukraińską gruźlicą… woziliśmy na Ukrainę też sprzęt diagnostyczny, zazwyczaj inwestując w to własne pieniądze, jako nieuleczalni romantycy, oderwani od rzeczywistości. któregoś razu przyszło nam jednak do głowy poprosić w konsulacie RP w Łucku o pieniądze na transport USG, które chcieliśmy przewieźć z Koszalina na Ukrainę i, o dziwo, te pieniądze dostaliśmy. zachęceni sukcesem, rok temu zwróciliśmy się przez znajomą do któregoś z konsuli w Charkowie, bo to najbliższy linii rozgraniczenia polski urząd konsularny, o to samo. szpital w Petropawłowce, który chcieliśmy wesprzeć otrzymanym od szpitala w Jaroszowcu aparatem rentgenowskim, przeżywa biedę sprzętową, czyli pracuje na aparacie RTG z 1976 roku, a dobrze byłoby na ciut nowszym. mają tam epidemię gruźlicy a zdjęcie klatki piersiowej jest podstawowym elementem diagnostyki gruźlicy… oto co polski dyplomata odpisał (ortografia własna):

“Czy naprawę, nie dało się znaleźć żadnego innego miasta, miasteczka, wsi po tej stronie tzw. linii kontaktu z dramatyczną sytuacją humanitarną, w tym terenów zagrożonych gruźlicą i wszystkim tym, co spowodowano zostało otwartą agresją FR i ludzi, ofiar tej wojny, których warto wesprzeć? Mamy jako państwo ładować sprzęt i pomoc separatystom rosyjskim, gdzie wcale nie wiadomo czy nie zostanie to wykorzystane przeciwko nam i są wątpliwości co do tego, że nie będzie to służyć zwykłym ludziom tam, którzy tego naprawdę potrzebują? Tak aporpos pomocy, na terenie ChOK mamy 5 gabinetów pomocy medycznej w tym dla uchodźców z Donbasu z nowoczesnym sprzętem, którego owszem też często brakuje. Ośrodki te powstały z polskich pieniędzy (program Polska Pomoc), tędy droga, tam potrzebują tego typu sprzętu.”

o tym, że nie wszyscy polscy dyplomaci na Ukrainie jeżdżą po kraju, w którym pracują, wiem. wiem i o tym, że niejeden orientuje się słabo w kwestii toczących ukraińskie społeczeństwo kłopotów zdrowotnych oraz o tym, że szlify dyplomatyczne nie są jednoznaczne ze szlifami polonistycznymi. ale o tym, że można pomyśleć o użyciu sprzętu szpitalnego, stosowanego w diagnostyce choroby zakaźnej, PRZECIW komuś, jeszcze nie słyszałam…

. .

prątek gruźlicy to jest taki bakcyl, który nie ma preferencji politycznych, za to roznosi się drogą kropelkową. Pawłowka, ta niedaleko linii rozgraniczenia, znajduje się w miejscu kontrolowanym przez rząd Ukrainy, co łatwo sprawdzić na mapie. figura stylistyczna “separatysta rosyjski” jest dość karkołomna w ustach dyplomaty. ale oczywiście najbardziej, a jakże, zbulwersowało mnie morderstwo na języku ojczystym popełnione przez polskiego dyplomatę, opłacanego z polskich podatków.

. .

ogród rozkoszy ziemskich…

mam na tapecie w komputerze “Ogród rozkoszy ziemskich”, środkową część tryptyku Boscha. malowidło zarejestrowano w inwentarzu dóbr Korony  Hiszpańskiej jako Obraz z owocami drzewka truskawkowego, ale pierwotny tytuł brzmiał podobno: O próżnej sławie i ulotnym smaku truskawki lub poziomki.

jak mawiali ojcowie psychoterapii: “nie ma czynności przypadkowych”…

skoki, cyferki…

– umarł ojciec tego księdza, ten, co ci mówiłam, że miał udar. tak nagle.

– może drugi udar? jak to było?

– nie wiem dokładnie. ksiądz tylko na fejsie umieścił informację.

– a ksiądz tam był?

– pewnie tak, u rodziny mówił, że był. mówił, że tato Małysza oglądał, znaczy – skoki oglądał. i umarł.

– Małysza, hehe. raczej Stocha, Kubackiego…

– e, to nie to samo. od Małysza się zaczęło oglądanie skoków…

– Fijas skakał.

– i kto go oglądał?

– ja. i ojciec.

– twój tato całą telewizję ogląda.

– no fakt.

– a ty nawet nie potrzebujesz skoczków, tylko te cyferki na Onet sport.

– wiesz jakie emocje? czy czwórka będzie, czy piątka… fascynujące, teraz Stoch dostał na przykład 18 punktów za styl od jednego sędziego. a od drugiego 17,5. ale skrajne wyrzucili…

– tobie cyferki za wszystkie skoki i cały sport wystarczą.

– no pewnie, sportowcy nie muszą się przynajmniej męczyć…

rodzina, znajomi

oglądam wnętrze swojego rachunku bieżącego, bo z powodu przerw w dostawie internetu nie udało mi się z sukcesem uiścić opłaty dodatkowej, którą mnie uszczęśliwił kontroler nr 1101 pod krakowskim sądem, pamiętnego dnia pogrzebu sądownictwa. zauważam, że mam tam podejrzanie wiele „propozycji płatności”…
popatrz, mam tu taką pozycję „nadchodzące płatności”… faktura PGNiG, ok, przypominają mi… ale chwila, dlaczego mam tu Miejską Infrastrukturę? dlaczego w „propozycjach płatności” mam Sąd Rejonowy w Hajnówce…?! to “propozycja płatności”?!
pan S odrywa się na moment od swoich poszukiwań genealogicznych –
wiesz, normalni ludzie płacą regularnie za prąd, gaz, czynsz… ty masz jeszcze inne, regularne wydatki. to może ustaw sobie jakieś stałe zlecenie? na te wszystkie mandaty i opłaty sądowe.
– mama lubi aktywnie wspierać Policję… – wtrąca Szu.
. .
zastanawiamy się nad możliwością napisania turystycznego projektu transgranicznego dla harcerzy. żeby znaleźć w górach takie dzikie przejścia jakieś, harcerze to przecież lubią.
Szu słucha kątem ucha. na wysokości rozważań o technicznej stronie przejścia przez granicę i o szałasie, w którym w kucki nad ogniskiem siedzi dwóch pograniczników:
– ee, dla mojego szczepu ten pomysł się nie nada.
– dlaczego?
– bo mój szczep musi ładować power banki.
– …?
– i mieć dostęp do Snapa…
. .

20

20 przykazań Janusza Korczaka dla rodziców.

. .

1) Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.

2) Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

3) Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

4) Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.

5) Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

6) Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

7) Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

8) Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga !

9) Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.

10) Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.

11) Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

12) Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

13) Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

14) Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.

15) Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

16) Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

17) Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

18) Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

19) Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

20) Nie bój się miłości. Nigdy.

Stonesi

lecę na koncert Rolling Stonesów w Barcelonie. dlatego, że są starzy i dlatego, że Miguel bardzo nalegał.

lotnisko we Frankfurcie. siedzą ludzie i uprawiają leisure: palą papierosy, grają w gry, jedzą jedzenie, siedzą. w telewizji bezgłośnie przemawia premier Francji. po ruchomych taśmach długich korytarzy jeżdżą walizki i podróżni. wszystko jest stalowe, błyszczące i czyste. gracze cały czas grają. 
 
.
na dole uczesane, wąskie pola. 
na dole, kilka kilometrów dalej, Rosjanie spuszczają bomby na siedzących przy stole ludzi, na idących po ulicy ludzi, na pracujacych w pracy ludzi. leisure.
 
.
w Afryce umarło kolejnych kilkaset dzieci z powodu niedożywienia i chorób związanych z głodem. urodziło się kolejnych kilkaset niedożywionych dzieci, które niedługo umrą, albo, jeśli jednak nie umrą i jeśli to dziewczynki, zostaną wydane za mąż za dorosłego mężczyznę, który zapłaci rodzicom równowartość jedzenia na parę dni. to też kilka godzin lotu stąd, z miejsca, gdzie ziemię widać z nieba, tak jasno jest oświetlona. 
 

mija kolejnych parę minut. umierają z głodu kolejne dzieci, pięcioro na sekundę.

 
nie ma żadnego znaczenia, że jadę na koncert Stonesów. gdyby Stonesi nie dali tego koncertu – to też nie miałoby żadnego znaczenia. lądujemy.
 

1 sierpnia

1 sierpnia 1944, Warszawa. o godzinie 17 rozpoczyna się największa akcja zbrojna podziemia antyfaszystowskiego w czasie II wojny światowej w Europie. do walki przystępuje 600 plutonów AK, około 40 tysięcy żołnierzy i żołnierek. walka ma trwać kilka dni, trwa dwa miesiące. ma smak dumy i nadziei. potem jeszcze głodu i krwi. 
. . 

1 sierpnia 2017, Kraków, godz. 17, ulica Grodzka. syreny. ludzie przystają, pojedynczo, w grupkach. I stoją bez ruchu, w dziwnych konfiguracjach. staję na środku ulicy, mam gęsią skórkę, jest teraz inny pierwszy sierpnia, tamten, a ja wiem, co było dalej. obok przechodzi para z dziewczynką. mała podnosi głowę i patrzy pytająco na rodziców. “to dlatego, że… jak państwo powstało, rocznica chyba.” – odpowiada ojciec. “państwo, czyli Warszawa, tak?” dopytuje dziecko. “tak, chyba tak.” – odpowiada matka.
. . 

1 sierpnia 2017, Kraków, godz. 17.15, ulica Grodzka. syreny, policja. polskie flagi z napisem “Polska”, polskie flagi bez napisu. grupa około stu osób żwawo zmierza w stronę Wawelu, w asyście policjantów. ubrany na czarno młody człowiek skanduje, charcząc do mikrofonu: “raz sier-pem, raz mło-tem, czer-wo-ną, ho-ło-tę!”. tłum maszerujących podejmuje hasło, echo “hołoty” niesie się szeroko po ulicy, odbija od fasad. na placu Marii Magdaleny turyści siedzą na plecakach, bo skwar nie pozwala się ruszyć, dzieci, zamiast jeździć, trzymają deskorolki pod pachą. wszyscy nieruchomym wzrokiem patrzą na marsz. wodzirej nadaje knajackim głosem: “śmierć wro-gom oj-czy-znyyy!” “śmierć wro-gom oj-czy-znyyy!” “jed-na Pol-ska, ka-to-lic-ka!” – ryczy tłum przechodząc pod budynkiem kościoła ewangelicko-reformowanego. 

czoło pochodu dociera do Plant i skręca w prawo, w stronę murów Wawelu. na ławeczce, miło się chiloutując o otoczeniu butelek o różnym stopniu opróżnienia, siedzi grupa mężczyzn o wyraźnie sceptycznym stosunku do stomatologa. jeden mężczyzna stoi, choć z trudem. przez chwilę nasłuchuje. 

– chto to? chto to? szszy to nasi?– dopytują koledzy. 
– oooszwiśś-sie-e, że nasi – odpowiada zwiadowca. bije się pięścią w chudą pierś i szeroko uśmiecha, czkając. 

kolumna z flagami i banerem z orłem jagiellońskim oraz rodłem przechodzi koło posągu Światowida – “jed-na Pol-ska, ka-to-lic-ka!” – i powoli się oddala.